Monika Świetlińska o tym, dlaczego zakazy nie chronią dzieci w internecie

monika-swietlinska-autorka-wifika

Monika Świetlińska o tym, dlaczego zakazy nie chronią dzieci w internecie

Sześciolatki dostają dziś telefon, ale nie dostają do niego żadnej instrukcji obsługi. Monika Świetlińska, autorka książki „Mikołaj i tajemnica Wifika”, tłumaczy, dlaczego strach i moralizowanie nigdy nie zadziałają tak dobrze jak rozmowa bez oceniania. Czy da się nauczyć dziecko bezpiecznego internetu bez straszenia?

O tym, dlaczego powstała ta bajka i dlaczego rodzice powinny ją czytać swoim dzieciom

Skąd pomysł na książkę o bezpieczeństwie dzieci w internecie? Co było momentem, w którym zdecydowałaś się, że trzeba ją napisać?

Monika Świetlińska: Pomysł narodził się z bardzo osobistego doświadczenia. Jako mama nie zawsze wiedziałam, co powiedzieć synowi, gdy pytał o internet. Dawałam mu telefon „na chwilę”, ale nie miałam żadnego planu, jak go do tego przygotować. Szukałam wsparcia, materiałów, które pomogłyby mi rozmawiać z dzieckiem o sieci bez straszenia i bez moralizowania. Niczego takiego nie znalazłam. Więc sama napisałam.

Pracując w redakcji „Security Magazine” opracowałam i przeprowadziłam wtedy program z cyberhigieny dla przedszkolaków. Już wtedy, rozmawiając z ich rodzicami, usłyszałam, że rodzice zwyczajnie nie wiedzą, jak rozmawiać z dziećmi o internecie tak, żeby go nie demonizować. Z drugiej strony dzieci w wieku przedszkolnym nie zawsze wiedzą, jak radzić sobie z urządzeniem, które dostały do ręki, ale bez żadnej „instrukcji obsługi”.

Te dwie strony tego samego problemu, brak języka u dorosłych i brak instrukcji obsługi narzędzi u dzieci, towarzyszyły mi od jakiegoś czasu. Postanowiłam więc napisać bajkę, która da i mi, i innym rodzicom w podobnej sytuacji wspólny język z dzieckiem.

Pomogła mi w tym też zawodowo wieloletnia praca z treścią i komunikacją, zwłaszcza w obszarze cyberbezpieczeństwa. Wiedziałam, jak ważne jest mówienie o trudnych tematach w sposób przystępny i nasycony technologicznym językiem.


Książka skierowana jest do dzieci w wieku 6-9 lat. Dlaczego akurat ten przedział wiekowy jest według ciebie tak ważny, jeśli chodzi o edukację cyfrową?

M.Ś.: To wiek, w którym dzieci zaczynają samodzielnie korzystać z urządzeń, ale jednocześnie są już wystarczająco dojrzałe, żeby zrozumieć konkretne zasady i konsekwencje. Ale – co ważniejsze – to najbardziej zaniedbana edukacyjnie grupa dzieci.

Wiesz… najgorsze w tym wszystkim jest to, że według statystyk dzieciaki w tym wieku dostają ekrany do rąk, ale nie dostają informacji, jak z nich korzystać. I ja nie mówię tylko o aspektach technicznych, typu hasło, jak odpalić YouTube itd. Mówię o mentalnym przygotowaniu, odporności na zagrożenia, świadomości, że na internet nie możemy patrzeć przez różowe okulary. To taki sam świat z pozytywami i negatywami jak ten rzeczywisty. I dzieci o tym po prostu nie wiedzą.

Nie ma edukacji w tym przedziale wiekowym. A to co jest, to jedynie dobra wola nauczycieli w szkołach czy przedszkolach. W podstawie programowej nie ma edukacji z zakresu cyberbezpieczeństwa dla klas wczesnoszkolnych. A mówienie o tym, że 6-9 lat to za wcześnie na ekrany, jest zamiataniem problemu pod dywan. To się dzieje, więc zamiast łapać się za głowy, że 6-latek nie rozstaje się z telefonem – edukujmy, najpierw rodziców, później dzieci.

Najnowszy raport „Internet dzieci 2026” pokazuje, że dzieci w tej grupie wiekowej i starsze spędzają w sieci średnio cztery i pół godziny dziennie, więcej niż dorośli. To nie jest temat, który można odłożyć na „później”, na czas nastoletni. Im wcześniej dziecko nauczy się rozpoznawać niebezpieczne sytuacje. I co równie ważne, im wcześniej nauczy się, że może o nich powiedzieć rodzicowi bez obawy przed karą czy wyśmianiem, tym lepiej poradzi sobie z poważniejszymi wyzwaniami, które przyjdą wraz z dorastaniem.


W książce bardzo wyraźnie unikasz straszenia i moralizowania. Dlaczego to było dla Ciebie tak ważne?

M.Ś.: Bo strach i wstyd to najgorsi sojusznicy bezpieczeństwa. Jeśli dziecko boi się, że za pomyłkę w internecie zostanie ukarane, ośmieszone albo usłyszy „a nie mówiłem”, to następnym razem, gdy coś pójdzie nie tak, zamknie się w sobie zamiast przyjść do rodzica.

A to jest dokładnie odwrotność tego, co chcę osiągnąć. Dlatego Wifik, bohater książki, nigdy nie krzyczy i nie zabrania, tylko tłumaczy. Chciałam, żeby dzieci czytające tę książkę zrozumiały, że błędy się zdarzają, że dorosły jest po to, żeby pomóc, a nie osądzić. To buduje relację opartą na zaufaniu, a nie na strachu, i to jest fundament, który procentuje przez całe dzieciństwo i dorastanie.

Jest też drugi aspekt – nieocenianie samych rodziców. Wiem sama po sobie, że nie lubię, kiedy ktoś próbuje mnie strofować, wzbudzać we mnie poczucie winy, że “źle wychowuję swoje dziecko”. Drażni mnie to i sprawia, że odsuwam się od tego, kto, często niesłusznie, mnie ocenia. Więc bajka również nie ocenia rodziców, takich jak ja. Jestem jednym z nich. Mam nadzieję, że rodzice, czytając z dziećmi tę bajkę, czują w niej wsparcie, a nie krytykę. Taki był mój zamysł.


Czym różni się ta książka od innych publikacji o cyberbezpieczeństwie dla dzieci? Co jest jej unikalną wartością?

M.Ś.: Przede wszystkim tym, że to nie jest wyłącznie książka dla dzieci. Fabularna część, sześć rozdziałów z przygodami Mikołaja, jest napisana z myślą o najmłodszych czytelnikach. Ale każdy rozdział kończy się cyberlekcją, trzema dla dziecka i trzema dla rodzica. Dziecko widzi więc, że rodzic jest również odbiorca bajki – że są w tej bajce razem, a całość uzupełnia osobna wkładka poradnikowa dla dorosłych, przygotowana razem z partnerami merytorycznymi projektu.

To znaczy, że rodzic dostaje konkretne narzędzia do rozmowy, a nie tylko ładnie opowiedzianą historię.

Druga rzecz to fakt, że każdy rozdział, każda sytuacja opisana w książce, została skonsultowana z ekspertami, łącznie jedenastoma specjalistami. W tym z Centralnym Biurem Zwalczania Cyberprzestępczości.

To nie są wymyślone zagrożenia, tylko realne sytuacje, z którymi dzieci mierzą się każdego dnia. Dodam, że jeszcze na etapie tworzenia bajki, usłyszałam pytania: dlaczego nie pokazujesz w bajce idealnych sytuacji, dlaczego ci bohaterowie są tacy “nieporadni”, dlaczego prezentujesz dzieciom niewłaściwe sytuacje? No ale przecież to są nasze codzienne sytuacje, tak żyjemy z dnia na dzień. Więc bajka jest tak skonstruowana, że najpierw powstaje problematyczna sytuacja, później mamy rozmowę bohaterów i Mikołaj sam dochodzi do właściwych wniosków. Wifik i rodzice są z niego dumni, że samodzielnie rozwiązuje problem. Przecież kilkulatki uwielbiają same rozwiązywać problemy, szukać rozwiązań, chcą być dumne i chcą czuć, że rodzice też są z nich dumni. To jest to wejście w świat dziecka, jego językiem i wartościami oraz zrozumienie go. 

 

Co chciałabyś, żeby rodzice zapamiętali najbardziej po przeczytaniu tej książki razem z dzieckiem?

M.Ś.: Że rozmowa jest najskuteczniejszym narzędziem bezpieczeństwa, jakie mamy, znacznie skuteczniejszym niż jakikolwiek zakaz czy blokada rodzicielska. Dzieci są w internecie i tam pozostaną, to fakt, z którym nie da się dyskutować.

Ale jeśli zbudujemy z dzieckiem relację, w której wie, że może przyjść do nas z każdym problemem, nawet z takim, w którym samo zawiniło, to dajemy mu coś znacznie cenniejszego niż lista zakazanych stron.

Dajemy mu scenariusz na przyszłość. Bo gdy to samo dziecko za kilka lat, jako nastolatek, zetknie się z poważniejszym zagrożeniem w sieci, będzie już wiedziało, co zrobić i, co najważniejsze. Będzie wiedziało, że może o tym powiedzieć rodzicowi. To jest cel, do którego dąży cały projekt Wifik.

Monika Świetlińska

Autorka książki „Mikołaj i tajemnica Wifika”, twórczyni projektu edukacyjnego Wifik, content marketerka i była redaktorka prowadząca „Security Magazine”. Od lat zajmuje się komunikacją oraz treściami poświęconymi technologiom i cyberbezpieczeństwu.

Zamów książkę "Mikołaj i tajemnica Wifika" Lista księgarni

Napisz do Wifika