Dziecko w świecie ekranów. Dr hab. Mariusz Z. Jędrzejko w WiMBP w Rzeszowie – relacja ze spotkania
Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna w Rzeszowie zaprosiła na wykład dr. hab. Mariusza Z. Jędrzejkę, profesora WSKZ we Wrocławiu, pedagoga specjalnego i społecznego, logoterapeutę oraz eksperta w dziedzinie cyberzaburzeń. Temat spotkania: „Dziecko w świecie ekranów. Jak chronić psychikę i stawiać zdrowe granice?”.
Profesor wszedł do sali z humorem. Od razu zapowiedział konwencję: „Postaram się, aby nasze spotkanie było pełne energii, czyli uśmiechu i radości. Wręcz nawet śmiechu. Dlatego że jak się uśmiechamy, to nasze mózgi lepiej zapamiętują„. I dotrzymał słowa – przez całe spotkanie widownia śmiała się na głos, a potem milkła przy kolejnej trudnej diagnozie.
Wykład zaczął się od prowokacyjnego pytania: jakie zadanie mamy wobec własnych dzieci? Padły odpowiedzi: „przygotować do życia”, „umożliwić rozwój”. Profesor odpowiedział inaczej: „Waszym celem jest pozbyć się ich z domu. Ale macie się ich tak pozbyć, żeby nie wróciły”. Sala wybuchła śmiechem, ale sens tego zdania wybrzmiał mocno – chodzi o dzieci samodzielne, pewne siebie, gotowe na świat.
Mózg dziecka to nie mały mózg dorosłego
Prelegent zaczął od neurobiologii. W główce noworodka jest tyle samo neuronów, co u dorosłego, ale połączenia są zupełnie inne. „Mózgi dzieci połączone są tylko jedną, góra dwoma synapsami” – tłumaczył. Dorosły ma ich pięć, siedem i więcej. Dziecko chodzi po polnych ścieżkach, dorosły porusza się po autostradach. A „niecałe 20 lat temu daliśmy dzieciom w ręki urządzenie, które nazywa się ferrari cyfrowy i wpuściliśmy ich do tego świata”.
Wiaderko jest małe
Pamięć krótkotrwała dziecka jest o 80% mniejsza niż dorosłego. Kto ogląda więcej klipów, słucha więcej muzyki, zna więcej smaków gum? Dzieci. „Malutkie wiaderko, a my do tego wiaderka wciskamy” – obrazował profesor. Szkoła, TikTok, reklamy, koncerty – wszystko ląduje w jednym miejscu, z którego prawie nic nie dociera dalej.
Dopamina i kwiatek
Profesor sięgnął do ewolucji. Milion lat mózg dojrzewał w Afryce. Pradziadek znalazł owoc albo kwiatek – i było święto. Dziś dzieci mają setki cyfrowych bodźców dziennie. „Bardzo silnie pobudzamy układ nagrody człowieka. To jest największa zaraza, jaka dzisiaj jest”. Mózg zalany dopaminą mówi: „mam już to, co chciałem”. Po co się uczyć, po co myśleć, po co robić cokolwiek trudnego?
Sen głęboki i biologiczna gumka
Najmocniejsza część wykładu dotyczyła snu. W głowie dorosłego działa kilkanaście tysięcy skryptów poznawczych – zbiorów odpowiadających za kolory, język, matematykę, anatomię. Skrypty ściągają informacje z pamięci krótkotrwałej, ale tylko w fazie REN4, czyli w śnie głębokim, i tylko przez minimum 6 godzin.
Jeżeli dziecko zasypia z telefonem o 22.00 albo 23.00, a mózg wybudza się biologicznie o 5 rano („nasz mózg milion lat dojrzewał w Afryce”), zabraknie czasu. Wtedy mózg „włącza biologiczną gumkę. To co wiesz, kasuje”. Dziecko uczyło się – i nie umie.
Stąd twarda reguła: do 13. roku życia wszystkie urządzenia ekranowe znikają o 20.00. Nastolatki od 13 do 18 lat odkładają je o 21.30. „Nie 2o.05, tylko 20″.
Działanie przedświadome, czyli dlaczego dziecko samo nie odłoży telefonu
„Jeśli mózg dziecka produkuje ogromne ilości neurotransmiterów przyjemności, wysyła sygnały do przedniej części mózgu, która odpowiada za myślenie, i mówi: nie wolno tobie działać, bo ja chcę przyjemności”. To nie kaprys, a fizjologia. Dlatego „dziecko samo tego nie zrobi” – potrzebuje rodzica. A odstawienie to detoks porównywalny z alkoholowym: pięć dni wrzasku i dopiero potem spokój.
Trzy twarde delegacje
Po pierwsze – stół konstytuuje rodzinę. Żadnych ekranów przy posiłkach.
Po drugie – żadnego telefonu podczas nauki, chyba że dziecko uczy się z ekranu.
Po trzecie – żadnej higieny z telefonem w toalecie.
Ekrany tak silnie pobudzają układ nerwowy, że mózg sięga po urządzenie bez udziału świadomości.
Mechanizm społecznego uczenia się
„Dzieci uczą się tylko jednym mechanizmem – społecznego uczenia. Patrzę, zapamiętuję, patrzę, zapamiętuję, robię”. Jeżeli rodzic siada do stołu z telefonem, dziecko też to zrobi. Żadne słowa tego nie zmienią.
„Wrócą”
Profesor opowiedział historię swoich własnych czworga dzieci. 22 lata temu przywiózł im komputer z Akademii NATO w Rzymie. Po kilku tygodniach zamiast kolacji usłyszał krótkie „zaraz”. Bez krzyku zjadł pięć kolacji i usiadł przy lodówce. Żonie powiedział: „wrócą”. I wróciły – o północy, głodne. „Dzieci podejmują przynajmniej dwie, a często trzy próby zweryfikowania, czy rodzice są konsekwentni”.
Rodzicielski sojusz
Padła też delegacja o jedności. Jeżeli ojciec wyda polecenie, matka przekazuje je formułą: „Tata powiedział tata, proszę tak zrobić”. Nigdy rozkazująco. „Do nich musi wypłynąć sygnał: jesteśmy razem”.
Profesor zostawił rodzicom narzędzia, nie poczucie winy. Wyszli z sali z konkretną mapą: godzina 20.00, stół bez ekranów, sześć godzin snu głębokiego i konsekwencja zamiast krzyku.
Zdecydowanie warto było tam być. Jeśli tylko masz możliwość uczestniczenia w spotkaniach z profesorem, bądź tam i wysłuchaj.