Witaj w świecie cyfrowych zombie
„Mój tata kocha swój telefon bardziej niż mnie” – to zdanie coraz częściej pada w gabinetach psychologicznych. Choć wydaje nam się, że tylko „na chwilę” sprawdzamy powiadomienia, w oczach naszych dzieci stajemy się nieobecnymi duchami. Jak smartfon niepostrzeżenie przejął kontrolę nad najważniejszymi relacjami w naszym życiu?
„Mhm, śliczne kochanie, brawo!”
„Mamo, zobacz!” – woła 5-letni Tadeuszek, pokazując rysunek, na którym pies ma pięć nóg i potrójny ogon. Słyszysz go. Oczywiście, że go słyszysz. Jednak w tej samej sekundzie Twój kciuk, sterowany Twoim układem nerwowym, odświeża tablicę na Instagramie lub sprawdza powiadomienie z pracy.
Rzucasz krótkie: „Mhm, śliczne kochanie, brawo!”, nawet nie unosząc wzroku znad tafli szkła. Tadzio patrzy na Ciebie przez moment, po czym zwija kartkę w kulkę i rzuca ją pod stół. Twarz mu markotnieje, a w oczach gaśnie iskra.
Ty już tego nie widzisz. Widzisz za to, że ktoś właśnie skomentował Twój ostatni post, sprawdzasz kto i przy okazji liczysz lajki.
Witaj w świecie cyfrowych zombie. W świecie, w którym dorosły, dojrzały człowiek, rodzic i żywiciel rodziny staje się bezwolną ofiarą algorytmów.
„Mój tata kocha swój telefon bardziej niż mnie”
Jako psycholog dzieci i rodziny obserwuję w swoim gabinecie dramatyczną zmianę. Kiedyś rodzice przychodzili do mnie z płaczem, że ich nastoletnie dzieci „wsiąkły w komputer”. Dzisiaj te same dzieci, już jako pacjenci, mówią mi ze smutkiem:
„Mój tata kocha swój telefon bardziej niż mnie”.
„Z mamą nie da się pogadać, bo ona ciągle coś klika”.
„Najgorsze co mama do mnie mówi to: zaraz, tylko coś sprawdzę”.
To, co właśnie czytasz, nie ma na celu biczować Cię ani wzbudzać w Tobie poczucia winy czy stawiać pod pręgierzem. Wiem, jak trudne jest dzisiejsze życie. Wiem, jak wielka presja ciąży na Twoich barkach, ponieważ musisz być świetnym pracownikiem, idealnym rodzicem, dbać o dom, być na bieżąco z wiadomościami i jeszcze mieć czas na samorozwój. Smartfon stał się naszym centrum dowodzenia wszechświatem. Problem polega na tym, że to centrum dowodzenia niepostrzeżenie przejęło kontrolę nad naszymi relacjami z najważniejszymi ludźmi w naszym życiu.
Daliśmy się złapać w cyfrową pułapkę
Przyjrzyjmy się zatem prawdzie prosto w oczy. Bez owijania w bawełnę oraz akademickiego żargonu, ale z pełną psychologiczną rzetelnością. Jak to się stało, że daliśmy się złapać w cyfrową pułapkę?
Ciąg dalszy w kolejnym artykule: Anatomia ekranoholizmu. Dlaczego dorośli uciekają w cyfrowy smoczek?