Pierwsze spotkania autorskie. Co o internecie mówią dzieci?
Dzieci nie ukrywają tego, co robią w internecie. Milczą tylko wtedy, gdy nikt nie pyta, a to ogromna różnica, którą zauważyłam, kiedy odbyły się dwa spotkania autorskie z pierwszoklasistami. 8 i 9 czerwca razem z pluszową kapibarą odwiedziłam jedną z rzeszowskich szkół podstawowych. Wiedziałam, czego się spodziewać: że dzieci korzystają z internetu, że mają własne doświadczenia, własne strategie, własny język do opisywania sieci. Że chcą o tym mówić. Ale jedno to wiedzieć. Drugie to zobaczyć na żywo.
Dwa soitkania autorskie: Drużyna Wifika kontra Drużyna Mikołaja
Spotkania miały formę misji edukacyjnej. Nie lekcji, nie wykładu, nie czytania książki od deski do deski. Od pierwszej minuty – najpierw 8, później 9 czerwca – obie pierwsze klasy były podzielone na dwie drużyny: Drużynę Wifika i Drużynę Mikołaja.
Za każdą poprawną odpowiedź – punkt w postaci żetonu wrzucanego do pojemnika drużyny. Rywalizacja, napięcie, ręce w górze i ta specyficzna energia, którą ma tylko sala pełna siedmiolatków, którym właśnie powiedziano, że czas na misję.
Wifik, bohater książki, to pluszowa kapibara, która pewnego dnia zaczyna rozmawiać z Mikołajem – chłopcem w wieku uczniów, który nie zawsze wie, co w internecie jest bezpieczne, a co nie. Przez całe spotkanie Wifik siedział na stoliku, przyciągając uwagę sali skuteczniej niż cokolwiek innego. Dzieci chciały go dotykać, potrzymać na rękach – jedna z uczennic miała niemal identyczną kapibarę z truskawką.
Co jest fajnego w internecie?
Zaczęłam od pytania, które miało rozgrzać grupę i wprowadzić pozytywny kontekst. Gdyby Wifik, bohater, który dopiero poznaje internet, usiadł przed komputerem po raz pierwszy w życiu – co byście mu powiedzieli, że jest w sieci super?
Odpowiedzi posypały się natychmiast:
- gry, bajki, muzyka, TikToki,
- malowanie, kodowanie, kolorowanie,
- rozmowy z koleżankami, nauka, ciekawostki,
- rozmowy z rodziną – pisanie do babci i ciotek, oglądanie filmów z tatą.
Internet jest dla nich naturalnym środowiskiem, nie narzędziem. Nie „wchodzą do internetu” jak nasze pokolenia – po prostu w nim są, tak samo jak są w swoim pokoju, w szkole, na podwórku. To pierwsze ważne spostrzeżenie, z którego my – jako rodzice – musimy zdać sobie sprawę.
Strategie, których nikt ich nie uczył
Kilka minut później zapytałam o zagrożenia. Czego Wifik powinien się strzec? Co może być w sieci niebezpieczne?
Jedna z uczennic powiedziała, że Wifik „nie powinien ufać z tym technologiom”. Inny uczeń, gdy opisałam sytuację, w której nieznajomy w grze zaczyna pytać o adres zamieszkania, odpowiedział bez chwili zastanowienia:
„Powiedziałbym fejkowy adres.”
Siedem lat. Własna strategia. Wypracowana samodzielnie, bez podpowiedzi od dorosłych.
Gdy zaczęłyśmy rozmawiać o cyberpolicji i zagrożeniach w grach, jedna z uczennic podniosła rękę i spokojnie powiedziała:
„Bo też są na Robloxie hakerzy i oni hakują gry. Miałam jedną grę, jak była zhakowana.”
Czekałam, co powie dalej.
„Ale jest banowanie.”
Powiedziała to tak, jakby to było oczywiste. Jakby problem był dawno rozwiązany i nie ma co się ekscytować. Siedmiolatka, która nie tylko wie, czym jest haker, ale zna mechanizm obrony i stosuje go w praktyce. To nie były odpowiedzi z lekcji. To były strategie, które siedmiolatki już stosują w rzeczywistości online na co dzień.
Najważniejsze zdanie tych dni
W każdym ze spotkań był jeden moment, na który czekałam. Pytałam dzieci, co zrobić, gdy w internecie dzieje się coś niepokojącego – coś, czego nie rozumiemy, co nas przestraszyło, co nas zmyliło.
Za każdym razem to zdanie padało samo, wyciągnięte przez grupę, nie przeze mnie:
„Trzeba zawsze powiedzieć o tym rodzicom.”
To jest serce całej książki. To jest serce tych spotkań. I to jest zdanie, które – jak pokazały oba dni – dzieci są w stanie sformułować samodzielnie, jeśli tylko dać im na to przestrzeń. Nie trzeba im go podawać gotowego. Trzeba zadać właściwe pytania i poczekać. Za tę odpowiedź przyznawałam dwa punkty zamiast jednego. Dzieci wiedziały, że to jest najważniejsze zdanie dnia.
Wirtualne Miasto i policjantka z CBZC
W każdym spotkaniu był też moment czytania – fragment z rozdziału, w którym policjantka z Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości tłumaczy dzieciom, czym jest internet. Używa do tego metafory:
Internet to wielkie miasto. Są w nim place pełne gier, kina z bajkami, sklepy. Ale są też miejsca, do których lepiej nie wchodzić samemu – ciemne zaułki, podejrzane bramy i dziwne plakaty.
Przerywałam czytanie pytaniami. Co może być pułapką? Co złodziej może zabrać przez internet? Po co komuś hasło do gry?
Dzieci odpowiadały bez wahania: pieniądze, dane, pamiątki z wakacji, dostęp do gier. A na pytanie, po co komuś hasło do cudzej gry, kilkoro odpowiedziało jednocześnie:
- „Żeby się podszywać.”
- „Żeby pisać do moich znajomych.”
- „Żeby sprzedać konto.”
Abstrakcyjna metafora stawała się natychmiast konkretna. Bo to był ich świat, nie cudzy przykład.
Remis, dogrywka i nagrody
Pierwszy i drugi dzień zakończyły się tak samo. Po serii pytań o pięć zasad Wifika obie drużyny miały po 9 punktów. Remis. Sala zareagowała natychmiast:
„My mamy dziewięć! My mamy dziewięć!” – krzyczały obie drużyny na przemian przez dobrą minutę.
Czekałam na ciszę, żeby ogłosić dogrywkę. Pytanie: kim jest w bajce Wifik i w czym pomaga Mikołajowi? Ręce w górze, pierwsze dziecko, prawidłowa odpowiedź, zwycięstwo dla drużyny. Ale tak naprawdę nie przegrał nikt.
Każde dziecko w sali wyszło ze spotkania z:
- zestawem pięciu zasad Wifika i prostym kodeksem bezpiecznego korzystania z internetu,
- umową między dzieckiem a dorosłym na internet – do wspólnego przeczytania i podpisania w domu z rodzicem.
Drużyna z większą liczbą punktów dostała dodatkowo Zeszyt Zadań Wifika – pełen labiryntów, quizów, kolorowanek, kart „znajdź różnice”, „znajdź Wifika” i innych aktywności, które pozwalają wracać do tematów spotkania już po jego zakończeniu, w domu, razem z rodzicem. Bo spotkanie to początek rozmowy, nie jej koniec.
Trzy rzeczy, które zabrałam ze sobą
Po pierwsze: dzieci w wieku wczesnoszkolnym są już aktywnymi użytkownikami sieci z własnym słownikiem, własnymi strategiami i własnymi doświadczeniami. Nie potrzebują wprowadzenia do internetu. Potrzebują kogoś, kto ich wysłucha i powie im, że to, co już wiedzą, jest ważne. Strategia z fejkowym adresem albo wiedza o banowaniu to nie przypadkowe odkrycia, tylko realne kompetencje, które warto nazwać i wzmocnić.
Po drugie: najlepsza edukacja cyfrowa dla dzieci to dialog, nie przekaz. Gdy pytam zamiast mówić, dzieci angażują się inaczej – głębiej, trwalej. Zdanie „trzeba powiedzieć rodzicom”, sformułowane samodzielnie przez dziecko, zostanie w nim dłużej niż wyrecytowane przeze mnie przesłanie.
Po trzecie: dzieci nie ukrywają swoich doświadczeń z internetu. Mówią o nich chętnie, otwarcie, bez wstydu – ale tylko wtedy, gdy ktoś pyta i jest tym naprawdę zainteresowany. Ta gotowość jest krucha i cenna jednocześnie. Bardzo łatwo ją zamknąć jedną reakcją z za dużą ilością troski, jednym zdaniem negatywnej oceny, lęku, negatywnego zaskoczenia. Albo zachować i wzmocnić – właśnie przez to, że pytamy, słuchamy i dajemy dziecku poczucie, że jego doświadczenie jest ważne.
O tym jest Wifik. Nie o zagrożeniach (chociaż o nich też) – a o rozmowie. I te dwa spotkania pokazały mi, że dzieci na tę rozmowę czekają. Wystarczy zacząć.
Co dalej? Spotkania autorskie od września
Przygotowuję harmonogram spotkań autorskich od września: dla szkół, przedszkoli, bibliotek, domów kultury i sal zabaw – do każdego miejsca, w którym przebywają dzieci w wieku 6–9 lat. Planuję też specjalny cykl w ramach Dnia Bezpiecznego Internetu w lutym.
Jeśli chcesz zorganizować takie spotkanie u siebie, napisz: kontakt@monikaswietlinska.pl
A jeśli masz w domu dziecko w wieku 6–9 lat, które korzysta z internetu – książka „Mikołaj i tajemnica Wifika” jest dla was obojga. Bo Wifik chce coś powiedzieć nie tylko dzieciom.
Sprawdź, jak i gdzie kupić bajkę: wifik.pl/kup-ksiazke
Dowiedz się, jak wyglądają spotkania autorskie: wifik.pl/spotkaj-wifika